reklama: depilacja laserowa Opole | kwas hialuronowy dermologic | koktajle do mezoterapii |

Elektrośmieci Szkło Papier Metale Baterie Niebezpieczne Bioodpady Samochodowe recykling - menu


Reklama:



Salon kosmetyczny Opole usuwanie zmarszczek opole koktajle do mezoterapii Szukasz dla suchej skóry i cery kremu nawilżającego? Sprawdź kwas hialuronowy dermologic. Jeśli masz suchą skórę wypróbuj krem do twarzy z kwasem hialuronowym. Nie ma nic lepszego dla nawilżenia Twojej skóry.

spływy kajakowe Mała Panew opolskie | kajaki Mała Panew

Cierpisz na brak włosów, przerzedzone włosy na głowie. Skorzystaj ze sposobu na włosy: mikropigmentacja skóry głowy Odwiedź miejsce, w którym znajdziesz rozwiązanie na problemy skóry głowy i włosów. mikropigmentacja głowy Klinika Włosa- to miejsce, gdzie twoje włosy odżyją. |
 

Szukaj:

Aktualności

Ankieta

Co, według Ciebie, oznacza pojęcie *zrównoważony rozwój*?



1213 odpowiedzi na pytanie
pozostałe ankiety
Serwis zbudowany dzięki wsparciu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej

Śmieci nie do jednego worka


25 stycznia 2010

Już w tym roku mieszkańcy niektórych dzielnic Gdańska będą mieli obowiązek segregacji śmieci na suche i mokre, a za dwa lata będą musieli sobie z tym radzić wszyscy gdańszczanie. Jak to będzie działać i czy to w ogóle ma sens?

Mam skórki od pomarańczy, kilka ogryzków, obierki po ziemniakach, zużyty filtr z kawą i garść fusów herbacianych. Aha, jeszcze przeterminowany jogurt. Oczywiście wrzucam je do kosza, bo gdzieżby indziej? Do tego dokładam plastikową butelkę, karton po mleku i foliową torbę po chlebie. Wrzucam to do kosza, wynoszę do wspólnego zasobnika i czuję się jak śmieciowy barbarzyńca.

- I słusznie - krytykuje mnie Jakub Zajdel, biolog, którego pasją, od czasu gdy przez kilka lat mieszkał w Szwecji, jest nauczenie jak największej liczby znajomych Polaków segregowania śmieci. - Gdybyś przez chwilę pomyślała, to ten jeden kosz podzieliłabyś na kilka mniejszych.

Łatwo mu mówić. W Malmo, gdzie mieszkał, pod jego blokiem stały cztery kontenery na śmieci - plastik, szkło, śmieci brudne suche i śmieci mokre. Do tego jeszcze nie trzeba było podnosić żadnej klapy - wysmarowanej nie wiadomo czym, tylko wrzucić torbę ze śmieciami przez długą fantazyjną rurę, żeby było wygodniej i estetyczniej. Więc w Malmo podeszłabym po prostu do kilku rur w wesołych kolorach, wpuściłabym tam swoje skórki po pomarańczach i karton po mleku i miałabym poczucie, że załatwiłam sprawę ekologicznie. Do tego teraz Jakub mieszka pod miastem, ma spory ogród, gdzie znalazło się miejsce na kompostownik, gdzie wrzuca odpadki i ma kominek, gdzie pali część innych śmieci. Gdybym mieszkała pod miastem, też robiłabym tak samo.

- To lenistwo i brak wiedzy, a nie brak możliwości - Jakub jest pewien, że nawet gdyby mieszkał w wielkim mrówkowcu, to starałby się śmieci segregować. Jego znajomym się udaje - torba na butelki, kosz na kartony, zamykana torba na odpadki. Potem to wszystko do pojemników na osiedlu. Wbrew pozorom, niemal na wszystkich, szczególnie w dużych miastach, takie "tematyczne" pojemniki są. - Też dałabyś radę, tylko trzeba trochę pomyśleć.

W dzielnicy, w której mieszkam, takie pojemniki też są - żółte, zielone, niebieskie. Tylko co z tego, że wynosiłam do nich plastikowe butelki, makulaturę i szkło, jeśli widziałam potem, że kierowca śmieciarki wrzuca to wszystko do jednego wielkiego zbiornika na samochodzie?

- Strasznie mnie to zawsze wkurzało - przyznaje Adam, sąsiad spotkany przy śmietniku. - Staramy się z żoną, uczymy dzieci, żeby oddzielały, zastawiamy kuchnię torbami na różne rodzaje śmieci, a potem pojawia się facet wrzucający to wszystko do jednego wora. Odechciało mi się, ale dzieciom nie powiedziałem, niech oddzielają, przyda im się nawyk na przyszłość.

- A zaglądała pani kiedyś do takiego zasobnika na śmieciarce? - pyta miły głos w Przedsiębiorstwie Robót Sanitarno-Porządkowych. - Z boku to wygląda jak wrzucanie do wspólnego kotła, ale tam są przegrody i szkło trafia do jednej, papier do innej, a plastik jeszcze do innej. I potem na wysypisku też jest osobno wyrzucane.

Może dlatego, że tych przegród nie widać, tylko co czwarty mieszkaniec dużego miasta segreguje śmieci, chociaż większość z nas deklaruje, że to bardzo ważne i potrzebne - tak wynika z badań przeprowadzonych przez Pracownię Badań Społecznych i On Board PR, opublikowanych w raporcie "Moda na ekologię". Z badań wynika, co prawda, że aż 82 proc. z nas segreguje śmieci, 30 procent z nas zrezygnowało z foliówek, a 25 procent stosuje opakowania wielorazowego użytku (np. słoiki).

Ale to pozory. Na pytanie, czy robimy tak zawsze, "tak" odpowiada tylko 35 proc. pytanych. Najchętniej dzielą odpadki rolnicy i przedstawiciele kadry kierowniczej (49 proc.), najmniej chętnie gospodynie domowe i niewykwalifikowani robotnicy. Najgorsze jest to, że w miastach, gdzie śmieci jest najwięcej, sortuje je codziennie tylko 22 proc. pytanych. Na wsi dwukrotnie więcej. Ponad połowa (51 proc.) Polaków przyznaje, że w ciągu ostatniego roku nie starała się zrobić niczego, żeby zmniejszyć ilość wyrzucanych śmieci.

Kłopot z sortowaniem polega też na tym, że w miastach często nie ma jak oddzielać śmieci, bo pojemników na odpady ubywa. W Gdyni za opróżnianie pojemników płaciło miasto. Jednak gdy zmieniono regulamin, koszt wywozu śmieci spadł na spółdzielnie mieszkaniowe. Efekt? Te nie chciały płacić i pojemniki zaczęły znikać z dzielnic. Zostały tylko te, które musiały - czyli jeden na 500 osób.

- Pojemniki byłyby w porządku, gdyby je regularnie opróżniano. U mnie na Pustkach przyjeżdżano po nie rzadziej niż po zwykłe śmieci. Zawsze były przepełnione - konkluduje gdynianka Maria Kruszyńska. - Teraz od czasu do czasu ktoś coś wrzuci, ale stałej segregacji nie widzę.

Śmieci segregują głównie mieszkańcy domków jednorodzinnych, którym się to opłaca - mogą w ten sposób rzadziej opróżniać pojemniki, a 120-litrowe worki na posegregowane odpady kupują po kilka złotych. Te odbierane są za darmo, w ramach umowy z firmą utylizacyjną.

W Krakowie urzędnicy specjalną uchwałą wprowadzili w lecie obowiązek segregowania odpadów. W efekcie prawie wszystkie firmy wywożące odpady podwyższyły ceny za dostarczenie i odbieranie pojemników do selektywnej zbiórki.

Twórcy raportu znaleźli jednak gminy, gdzie segregacja śmieci jest wzorcowa. W podwarszawskich Markach mieszkańcy dostają specjalne torby do tego celu, a podzielone śmieci wywożone są za darmo. Podobnie jest w Łukowie i Sopocie. W Sopocie wprowadzono segregację "workową" - miasto daje pojemniki i worki, potem raz w miesiącu bezpłatnie odbiera zapełnione. Sposób się sprawdza, bo mieszkańcy mniej płacą za wywóz śmieci i do tego widzą efekty segregacji na własne oczy.

W raporcie nie ma na pierwszych miejscach Gdańska, ale pojawił się ostatnio pomysł, który już wywołuje spore poruszenie. Od kwietnia kilka gdańskich dzielnic, m.in. Osowa, Barniewice i Nowy Świat, wejdą w nową epokę śmieciowej segregacji. Ich mieszkańcy będą musieli zacząć segregowanie śmieci nie tylko pod kątem plastiku szkła czy papieru (o ile to robią), ale przede wszystkim pod kątem śmieci tzw. mokrych i suchych.

Miasto już przygotowało ulotki, które wyjaśniają przede wszystkim, co jest mokre, a co suche. Więc mokre to oczywiście resztki żywności, skorupki, papierowe ręczniki i chusteczki, trawa, liście - czyli wszystko, co się nadaje do kompostowania. A suche są butelki, kartony, plastikowe tubki i pojemniki, ale też - o dziwo - pampersy. No i mój przeterminowany jogurt, o ile nie otworzę pojemnika.

- To nowość - emocjonuje się Maciej Lorek, dyrektor gdańskiego Wydziału Środowiska, które wprowadza to rozwiązanie. - Gdańsk wytwarza 90 tysięcy ton odpadów biodegradowalnych, a na razie odzyskujemy z tego tylko 5 tysięcy ton. Unia wymaga, żeby do 2020 roku odzyskiwać 65 procent takich odpadów. Jeśli nie - będą kary, a poza tym składowiska nam się kompletnie zapełnią.

Odpowiedzialność za segregowanie spada na mieszkańców, ale odpowiedzialność za pojemniki, wywożenie w terminie - na przewoźnika. O obsługę dzielnic, w których zacznie działać system, stara się ich siedmiu. I klient, np. PRSP, będzie miał do wyboru pojemnik, worek albo kompostownik - mówi Wojciech Ryndak z PRSP. - Sam wybierze, co będzie chciał.

- Każdemu się opłaci - przekonuje Lorek. - Przewoźnik zapłaci na Szadółkach inną cenę za mokre i będzie to niespełna 100 zł za tonę, a inną za suche - i to będzie ponad 250 zł. Więc mu się opłaci segregować, żeby za część płacić mniej. Z mieszkańcem tak samo - jeśli będzie segregował, będzie płacił mniej, ale z czasem wprowadzimy identyfikację pojemników, żeby nie oszukiwali.

Maciej Lorek nie ma złudzeń - niektórym nie będzie się, przynajmniej na początku, chciało i jakieś zasady sprawdzania trzeba będzie wprowadzić. W Szwecji na początku robiono tak, że śmieciarz uderzał torbą z odpadkami o pojemnik i po dźwięku rozpoznawał, czy nie ma tam nielegalnych wrzutek w postaci np. puszki. U nas kontrolowany będzie zarówno twórca śmieci (czyli np. ja) i ich przewoźnik.

- Jak będziemy oszukiwać, zakład utylizacyjny podniesie ceny przewoźnikowi, a on nam. W tym roku będzie to kilka dzielnic, ale do 2012 system obejmie cały Gdańsk, więc lepiej uczmy się od razu prawidłowego segregowania - mówi Lorek.
No i przede wszystkim - przynajmniej na razie objęci systemem będą dostawali na to mokre plastikowe szczelne torby - żeby nie śmierdziało. A w regulaminie, który dostanie śmieciowy przewoźnik, będzie określony termin zbiórek - mokre śmieci będą wyworzone nie rzadziej niż co dwa tygodnie, a w blokach - co tydzień. 

Ale ja i tak widzę te swoje skórki po pomarańczach i ogryzki swojego sąsiada przejeżdżające przez bramę składowiska w Szadółkach wrzucane na jedną wielką górę. Więc po co cały ten raban z mokrym i suchym?

- Dawno chyba pani nie była w Szadółkach? - śmieje się Maciej Lorek. - Za 360 milionów złotych budujemy tam nową wielką kwaterę, z nową wagą i nową linią sortowniczą. 300 osób będzie tam pracowało i do nich najpierw będą trafiać wszystkie śmieci. Zresztą przecież już teraz mamy wielką linię kompostowniczą, zakład produkuje ziemię do sadzonek, może pani w Szadółkach kupić drzewko czy kwiaty z dobrą sadzonkową ziemią z kompostem z tych swoich skórek. Suche też oczywiście jest segregowane, część odzyskiwana. Ale Europa jest zawalona recyklingiem, firmy odbiorcze nie chcą butelek i papieru. Teraz przebojem są słoiczki do kremów, firmy biorą każdą ilość.

W Kaliszu i we Włocławku, gdzie taka segregacja działa już od kilku lat, system się sprawdza. W jednej z kartuskich firm, która dzieli śmieci na "czyste suche" i pozostałe - również. Więc i u nas będzie musiało zacząć się sprawdzać. Według unijnego prawa do końca 2010 roku na wysypiska ma trafiać nie więcej niż 75 proc. śmieci, a w 2020 roku już tylko 35 proc. Reszta ma być posegregowana, poddana recyklingowi. Jeśli to się nie uda, gminy zapłacą gigantyczne kary. Gminy, czyli my. Więc ja chętnie swoje śmieci będę segregowała. Tyle że moja dzielnica wejdzie w ten system na końcu, dopiero za dwa lata.

Zamorskie wzory

Sprytny sposób segregacji odpadów wymyśliła Japonia - kontener na śmieci jest jeden, ale codziennie wywożony jest inny rodzaj śmieci. I każdy ma w domu kalendarz z rozpisanymi terminami ich wywozu. Efektywne jest sortowanie śmieci w Szwecji - osobne pojemniki na papier, plastik, szkło i metal, tak że do zwykłych śmieci trafiają prawie wyłącznie odpady organiczne - te śmieci idą do lokalnej ciepłowni, więc odpada transport na większe odległości. Posortowane surowce nie muszą być myte przed wyrzuceniem. Do tego wszystkie butelki szklane i PET oraz puszki aluminiowe są zwrotne. W dużych sklepach są automaty, do których się je wrzuca i wyciąga kwit, z którym można w kasie dostać gotówkę albo wykorzystać otrzymaną kwotę na zakupy w danym sklepie.

źródło: Polska Dziennik Bałtycki